Z dość małą reguralnościa i częstotliwością zasiadałem do komputera, żeby coś wpisać. Prosze mi wierzyć, ze komputery na Madagaskarze nie są wszędzie dostępne. Oto krótkie streszczenie, gdzie mnie poniosło, przez ostatnie dni (aby nazwy geograficzne, coś mówiły nalezy spojrzeć np. na google maos na Północno- Wschodnią częśc Madagaskaru):
Z Antalaha udałem się pieszo, trawersując półwysep Masoala, aż do Maroantsetra. Była to niezwykle ciężka przeprawa, ze względu na fakt, że odbyłem ja w porze deszczowej: nieustanny marsz w błocie do łydek, każdego dnia przeprawiałem się przez wezbraną rzekę 10-15 razy, ciągły deszcz, wilgostność sprawiły, że nie miałem ani jednej rzeczy suchej ze sobą. Było to niesamowite przezycie, docierac do zakatków, gdzie cywilizacja za bardzo nie dotarła, rozmawiać z wieśniakami i de facto przez całą ośmiodniową przeprawę- życ t.j. i oni w lesie, doznac niewygody, jaka oni maja na co dzień, jeść 3 razy dziennie, tylko i wyłacznie ryż, doprawiony ziołami leśnymi… Uświadomiło mi to jak bardzo jestesmy przyzwyczajeni i uzaleznieni od
wygód cywilizacji..
Spędziłem około tydzien w Maroantsetra, miasteczka odciętego od świata, bez twardych dróg, internetu, z elektrycznością dostępną tylko dla bogatszych. Poznałem kilku naukowców i wolontariuszy organiacji pozarządowych, miejscowych polityków. Niezwykle ciekawym było popodglądać małomiestoczkowe i jakże egzotyczne i specyficzne dla Europejczyka życie codzienne tejze z pozoru spokojnej mieściny..
Oczywiście oglądanie miejscowej endemicznej fauny i flory także dostarczyło mi niesamowityhc wrażeń. Czego nie zapomnę do końca życia- to zobaczenie WIELORYBÓW(!!!!!) w odległościok 3 metrów.
Z Maroantsetra, do Toamasina, przedostałem się łodzią (bo droga między tymi miejscowościami jest w tragicznym stanie). Toamasinie- przypomina trochę miasto rodem z powieści science fiction, opisuyjących świat po wojnie nuklearnej. Miato było kiedys luksusowym kurortem turystycznym za czasów koloniazji francuskiej- od tego casu ta wtedy świetna infrasturktura, chyb anie była ani razu odmawiana. Wizyta w Toamasinie była przede wszystkim dlatego ciekawa, bo byłem po niej oprowadazany przez miejscowego kandydata na posła, od którego wiele dowiedziałem się na temat życia politycznego MAdagaskarau…
Następnie udałem się prosto do Tananariwo, ponieważ miałem tam pewne sprawy do załatwienia, a poza tym skończyły mi się fundusze..
Na flickr.com- sukcesywnie będą się umieszczać coraz to nowsze zdjęcia..