jacek blog

Twój nowy blog

Film

3 komentarzy

Gdy przechodzi się przez wioski malgaskie, które często są zupełnie odcięte od świata, brak tu elektryczności, dróg. Żeby się tam dostać, trzeba iśc pieszo przez las kilka dni. Pojawienie się białego człowiek zawsze budzi wielkie zaciekawienie. Małe dzieci biegają za nim i krzyczą: salut Vazaha! (salut to po francusku cześć, a Vazaha to po malgasku mały człowiek). Dorośli się przyglądają, uśmiechają. W jednej z takich wiosek (gdzieś na Półwyspie Masoala) zapytano mnie, czy mogą mi zaprezentować swoją muzyke tradycyjną. Oczywiście zgodziłem się. Przed domkiem, u progu którego siedziałem i odpoczywałem zebrało się po kilku minutach zbiorowisko ludzi, które zaczęło śpiewać, tańczyć, śmiać się- chyba z 20 minut. Oto kawałek tego zajścia, który nagrałem moim aparatem…

dziewczynka.jpg

wieloryb-ogon.jpg
Humbak( Baie d’ Atongil)
Niesamowite przeżycie. Byłem na małej łodeczce, z małym motorkiem, a tu nagle 3 metry ode mnie wynurzyła się para humbaków. SZOK!!!!! Humbaki, dochodzą do 20 metrów. Średnia masa ciała wynosi 50 ton. Wiem, że danymi encyklopedycznymi można zanudzić, ale ja te 19 metrowe 50 ton zobaczyłem z 3 metrów!!

obrzezatana.jpg
Tam w oddali to same centrum Antananariwo

Przez ostatni miesiąc- żyłem z Malgaszami, spałem w ich domach, jadłem razem z nimi, podróżowałem razem z nimi. Moge wręcz stwierdzić, że przywykłem do ich stylu życia blisko natury.
Gdy samolot wystartował, obserwowałem jeszcze Antananariwo- miasto posiadające ok 3,5 miliona mieszkańców. Tylko centrum Antananariwo ma miejski charakter. Dookoła rozciągają się slumsy, a dookoła slumsów rozległe pola ryżowe. Duża część mieszkańców nadal hoduje ryż żeby się wyżywić…
Samolot był pełny Francuzów.Większośc z nich zapewne coś łączy z Madagaskarem powiązania rodzinne, biznesowe. Francuzi, jak to Francuzi, wypachnieni i każdy szczegół ich outfitu starannie dobrany.Ja tymczasem wyszedłem prosto z buszu, gdzie żyłem z dzikusami i w samolocie smierdziałem kozą:D…Jestem juz w innym świecie, trzeba się znowu powoli przyzwyczajać.
Parę wybranych zdjęć:

dzieciakizbebnem.jpg
Przyszedł Vazaha(biały człowiek) do wioski i zaczął robić zdjęcia. Zagrali mu i zaśpiewali.
staruszka.jpg
Najstarsza w wiosce. Ma między 90 a 100 lat. Do tego najbogatsza: odziedziczyła pare hektarów ziemii i 20 krów. Analfabetka.

Podróż

Brak komentarzy

Z dość małą reguralnościa i częstotliwością zasiadałem do komputera, żeby coś wpisać. Prosze mi wierzyć, ze komputery na Madagaskarze nie są wszędzie dostępne. Oto krótkie streszczenie, gdzie mnie poniosło, przez ostatnie dni (aby nazwy geograficzne, coś mówiły nalezy spojrzeć np. na google maos na Północno- Wschodnią częśc Madagaskaru):
Z Antalaha udałem się pieszo, trawersując półwysep Masoala, aż do Maroantsetra. Była to niezwykle ciężka przeprawa, ze względu na fakt, że odbyłem ja w porze deszczowej: nieustanny marsz w błocie do łydek, każdego dnia przeprawiałem się przez wezbraną rzekę 10-15 razy, ciągły deszcz, wilgostność sprawiły, że nie miałem ani jednej rzeczy suchej ze sobą. Było to niesamowite przezycie, docierac do zakatków, gdzie cywilizacja za bardzo nie dotarła, rozmawiać z wieśniakami i de facto przez całą ośmiodniową przeprawę- życ t.j. i oni w lesie, doznac niewygody, jaka oni maja na co dzień, jeść 3 razy dziennie, tylko i wyłacznie ryż, doprawiony ziołami leśnymi… Uświadomiło mi to jak bardzo jestesmy przyzwyczajeni i uzaleznieni od
wygód cywilizacji..
Spędziłem około tydzien w Maroantsetra, miasteczka odciętego od świata, bez twardych dróg, internetu, z elektrycznością dostępną tylko dla bogatszych. Poznałem kilku naukowców i wolontariuszy organiacji pozarządowych, miejscowych polityków. Niezwykle ciekawym było popodglądać małomiestoczkowe i jakże egzotyczne i specyficzne dla Europejczyka życie codzienne tejze z pozoru spokojnej mieściny..
Oczywiście oglądanie miejscowej endemicznej fauny i flory także dostarczyło mi niesamowityhc wrażeń. Czego nie zapomnę do końca życia- to zobaczenie WIELORYBÓW(!!!!!) w odległościok 3 metrów.
Z Maroantsetra, do Toamasina, przedostałem się łodzią (bo droga między tymi miejscowościami jest w tragicznym stanie). Toamasinie- przypomina trochę miasto rodem z powieści science fiction, opisuyjących świat po wojnie nuklearnej. Miato było kiedys luksusowym kurortem turystycznym za czasów koloniazji francuskiej- od tego casu ta wtedy świetna infrasturktura, chyb anie była ani razu odmawiana. Wizyta w Toamasinie była przede wszystkim dlatego ciekawa, bo byłem po niej oprowadazany przez miejscowego kandydata na posła, od którego wiele dowiedziałem się na temat życia politycznego MAdagaskarau…
Następnie udałem się prosto do Tananariwo, ponieważ miałem tam pewne sprawy do załatwienia, a poza tym skończyły mi się fundusze..
Na flickr.com- sukcesywnie będą się umieszczać coraz to nowsze zdjęcia..

12-go w niedziele bede w Polsce juz i wtedy doopiero zrzuce wiecej zdjec. Szkoda mi tracic czas i pieniadze tu, czekajac godzinami na zaladowanie czegokolwiek…
Mora mora- w wolnym tlumaczeniu na polski oznacza „powolutku” (na francuski: doucement). W bardzo skrotowy ale trafny sposob sformulowanie to opisuje malgaska czasoprzestrzen.Zdaje sie ze zaczynam powoli w nia wsiakac… Takze wszystko w swoim czasie…

pijawki.jpg
„Budze sie w srodku nocy. Nie wiem ktora godzina. Przez ostatnie 3 dni non stop padal deszcz, dlatego komorki, ktora sluzyla mi za zegarek juz nie wlaczam, bo jest cala mokra, podobnie jest z drugim urzadzeniem elektryczne latarka.
Ostatnio po prostu wstaje kiedy jest jasno, a ide spac jak sie sciemnia. Nie mam problemow z zasnieciem po calym dniu wyczerpujacego marszu.
- Dlaczego wiec sie obudzilem?- zadaje sam sobie pytanie.
W tym samym momencie na glowe spadla mi kropla wody. Dotykam tropiku namiotu.
-Caly mokry!!!- stwierdzam z przerazeniem. W promieniu kilkudziesieciu kilometrow, moj namiot byl jedynym suchym miejscem ( bylem w koncu, w lesie deszczowym, w porze deszczowej). Zaczal przemakac bo nie mialem jak go przeciez wysuszyc, a do tego zazwyczaj rozbijalem go na piasku na brzegu rzeki, bo to jedyne w miare rowne miejsce. Niestety na takiej nawierzchni, namiotu nie da sie dobrze naciagnac. W zwiazku z czym tropik byl zupelnie luzny. Postanawilem, wyskoczyc na zewnatrz nago (zeby niczego nie moczyc). Moze uda choc ciut go lepiej rozstawic. Pijawki ktore oblazly cala moskitiere i tylko czekaja az ja otworze, zeby wpelznac do srodka i sie do mnie przyssac, juz kompletnie nie wbudzaly we mnie obrzydzenia.Przywyklem do nich.
Nagle slysze ciche chrumkanie i odglosy mnostwo malych kroczkow.. To brzmi calkiem jak..
DZIKI!!!!
Nie wychodze. Boje sie. Nie wiadomo co takiemu stadku moze przyjsc do lba na moj widok. Leze i czekam..Pada coraz mocniej..”

Internet na MAdagaskarze to prawdziwa rzadkosc, a polaczenie na tyle szybkie zeby zrzucic zdjecia, po prostu nie istnieje. Innym uciazliwym dla podroznych brakiem jest przede wszystkim brak drog. Trudno bedzie mnie namierzyc gdzie przebywam aktualnie. Musze sie streszczac z tym wpisem; bo za 5 minut maja odciac prad:
Kilka dni spedzilem w Diego Suarez, najwiekszym miescie na Polnocy Madagaskaru, spedzajac czas najczesciej na bezcelowym szlajaniu sie po roznych jego zakamarkach, podgladajac zycier codzienne tego spokojnego portowego miasteczka;; Wieczorami troche imprezowalem z francuskimi ekspatami i zaprzyjaznionymi Malgaszami.
Mimo faktu, ze Francja utracila Madagaskar 47 lat temu Francuzi czuja sie tu jak w domu. Mieszkaja tu nadal m.in. potomkowie dawnych kolonizatorow, emeryci, ktorzye chca spokojnie spedzic starosc, korzystajac z goscinnosci urodziwych mlodych Malgaszek, czy tez mlodzi, ktorym nie odpowiada szybkie, pelne stresu, nastawiona na zarabianie pieniedzy zycie w ich europejskiej ojczyznie – tutaj bez wiekszego wysilku sa w tej wyzszej warstwie spoleczenstwa i mniej rzeczy i odpowiedzialnosci na glowie.
Z Diego udalem sie do Sambawy tzw. Taxi Brousse, miejscowym transportem dalekobieznym- czyli tak naprawde „na pace”. Do Sambawy jest okolo 500 km, jednak ze wzgledu na brak drog- zajelo mi to 24 godziny. Moge smialo stwierdzic, ze byla to najbardziej meczaca podroz zycia- nauczylem sie za to nieco jezyka malgaskiego, wypijajac kilka butelek rumu z podroznymi, aby nie myslec o trudach podrozy. Teraz jestem w Antalaha i zaraz wyruszam pieszo przez las do Maroantsera (szacuje ze zajmie to ok 6-7 dni). Przez ten okres na pewno nie bede mial dostepu do netu..
Jak tylko dotre do troche szybszego lacza- zrzuce pare zdjec…

Madagaskar to prawdopodobnie jeden z najbardziej zacofanych panstw swiata. Gdyby ni krotki okres kolonialny(ok 70 lat); prawdopodbnie do dzis nie byloby tu zadnej betonowej drogi, linii telefonicznej i elektrycznej, cieplej biezacaj wody, a co dopiero osrodkow kulturowych t.j. kino teatr; czy tez internetu. To wszystko istnieje tutaj ale w bardzo okrojonej wersji…
Ostatnie 10 dni spedzilem nad Zatoka Sakalawa, ktora znajduje sie na polnocnym krancu Madagaskaru. Aby sie tu dostac mozna isc 2 dni pieszo (z Diego Suarez najwiekszego miasta, w tej czesci kraju ); badz tez pokonac te trase samochodem terenowym.
W tejze Zatoce znajduje sie prawdopodbnie najlepszy spot kite i wind surfingowy jaki widzialem:codzienny wiatr na latawce 7 (najczesciej); 9 i 11 przez 6 miesiecy w roku, duza zatoka z plaska woda; oddzielona od oceanu rafa koralowa, gdzie znajduje sie bajeczny spot waveowy. Niedawno powstalo tu centrum kite i windsurfingowo; zalozono przez Francuza Adriena; ktory t.j. i ja pracowal pare lat temu w szkole kitesurfingu CNS w El Yaque, w Wenezueli.
Warunki mieszkalne dla wygodnych, nielieckich surferoz moga sie wydawac spartanskie: slomiane bungalowy, stylizowane na malgaskie chaty, z jedna zarowka energooszczedna, ktora czasam nawet dziala. Mozna tez spac tu pod naliotem.
W takim miejscu mozna spotakac wylacznie prawdziwych zajawkowiczych( glownie Francuzow, ktorzy jako byli kolonizatorzy przyjezdzaja tu jak do siebie ). Rzecz jasna, ze brak tu jakiegokolwiek „surferskiego lansu”, na wodzie mozna za to zobaczyc iscie swiatowy poziom.
Myslalem zeby tu troche popracowac, ale ze wzgledu na maly popyt na lekcje kitesurfingu, ruszam jutro na wschod Madagaskaru. Moj pobyt znowu zmieni charakter na bardziej podrozniczy…

Wrzucilem pare zdjec na flickr.com(moje konto jaaskier1- obok znajduje sie link).. Ze wzgledu na super wolne lacze tylko kilka… Wkrotce nastepne kilka i tak jeszcze z kilka razy..


  • RSS

Polecamy

Nie masz jeszcze bloga? Załóż bloga

Polecamy