Film
Gdy przechodzi się przez wioski malgaskie, które często są zupełnie odcięte od świata, brak tu elektryczności, dróg. Żeby się tam dostać, trzeba iśc pieszo przez las kilka dni. Pojawienie się białego człowiek zawsze budzi wielkie zaciekawienie. Małe dzieci biegają za nim i krzyczą: salut Vazaha! (salut to po francusku cześć, a Vazaha to po malgasku mały człowiek). Dorośli się przyglądają, uśmiechają. W jednej z takich wiosek (gdzieś na Półwyspie Masoala) zapytano mnie, czy mogą mi zaprezentować swoją muzyke tradycyjną. Oczywiście zgodziłem się. Przed domkiem, u progu którego siedziałem i odpoczywałem zebrało się po kilku minutach zbiorowisko ludzi, które zaczęło śpiewać, tańczyć, śmiać się- chyba z 20 minut. Oto kawałek tego zajścia, który nagrałem moim aparatem...


jacek 2007-08-22 14:20:52
skomentuj (3)
Wiejska foteczka

jacek 2007-08-21 17:59:08
skomentuj (1)
Trochę przyrody- wieloryby

Humbak( Baie d' Atongil)
Niesamowite przeżycie. Byłem na małej łodeczce, z małym motorkiem, a tu nagle 3 metry ode mnie wynurzyła się para humbaków. SZOK!!!!! Humbaki, dochodzą do 20 metrów. Średnia masa ciała wynosi 50 ton. Wiem, że danymi encyklopedycznymi można zanudzić, ale ja te 19 metrowe 50 ton zobaczyłem z 3 metrów!!
jacek 2007-08-19 19:23:10
skomentuj (1)
Powrót i parę zdjęć

Tam w oddali to same centrum Antananariwo

Przez ostatni miesiąc- żyłem z Malgaszami, spałem w ich domach, jadłem razem z nimi, podróżowałem razem z nimi. Moge wręcz stwierdzić, że przywykłem do ich stylu życia blisko natury.
Gdy samolot wystartował, obserwowałem jeszcze Antananariwo- miasto posiadające ok 3,5 miliona mieszkańców. Tylko centrum Antananariwo ma miejski charakter. Dookoła rozciągają się slumsy, a dookoła slumsów rozległe pola ryżowe. Duża część mieszkańców nadal hoduje ryż żeby się wyżywić...
Samolot był pełny Francuzów.Większośc z nich zapewne coś łączy z Madagaskarem powiązania rodzinne, biznesowe. Francuzi, jak to Francuzi, wypachnieni i każdy szczegół ich outfitu starannie dobrany.Ja tymczasem wyszedłem prosto z buszu, gdzie żyłem z dzikusami i w samolocie smierdziałem kozą:D...Jestem juz w innym świecie, trzeba się znowu powoli przyzwyczajać.
Parę wybranych zdjęć:



Przyszedł Vazaha(biały człowiek) do wioski i zaczął robić zdjęcia. Zagrali mu i zaśpiewali.

Najstarsza w wiosce. Ma między 90 a 100 lat. Do tego najbogatsza: odziedziczyła pare hektarów ziemii i 20 krów. Analfabetka.


jacek 2007-08-14 16:30:27
skomentuj (0)
Podróż
Z dość małą reguralnościa i częstotliwością zasiadałem do komputera, żeby coś wpisać. Prosze mi wierzyć, ze komputery na Madagaskarze nie są wszędzie dostępne. Oto krótkie streszczenie, gdzie mnie poniosło, przez ostatnie dni (aby nazwy geograficzne, coś mówiły nalezy spojrzeć np. na google maos na Północno- Wschodnią częśc Madagaskaru):
Z Antalaha udałem się pieszo, trawersując półwysep Masoala, aż do Maroantsetra. Była to niezwykle ciężka przeprawa, ze względu na fakt, że odbyłem ja w porze deszczowej: nieustanny marsz w błocie do łydek, każdego dnia przeprawiałem się przez wezbraną rzekę 10-15 razy, ciągły deszcz, wilgostność sprawiły, że nie miałem ani jednej rzeczy suchej ze sobą. Było to niesamowite przezycie, docierac do zakatków, gdzie cywilizacja za bardzo nie dotarła, rozmawiać z wieśniakami i de facto przez całą ośmiodniową przeprawę- życ t.j. i oni w lesie, doznac niewygody, jaka oni maja na co dzień, jeść 3 razy dziennie, tylko i wyłacznie ryż, doprawiony ziołami leśnymi... Uświadomiło mi to jak bardzo jestesmy przyzwyczajeni i uzaleznieni od
wygód cywilizacji..
Spędziłem około tydzien w Maroantsetra, miasteczka odciętego od świata, bez twardych dróg, internetu, z elektrycznością dostępną tylko dla bogatszych. Poznałem kilku naukowców i wolontariuszy organiacji pozarządowych, miejscowych polityków. Niezwykle ciekawym było popodglądać małomiestoczkowe i jakże egzotyczne i specyficzne dla Europejczyka życie codzienne tejze z pozoru spokojnej mieściny..
Oczywiście oglądanie miejscowej endemicznej fauny i flory także dostarczyło mi niesamowityhc wrażeń. Czego nie zapomnę do końca życia- to zobaczenie WIELORYBÓW(!!!!!) w odległościok 3 metrów.
Z Maroantsetra, do Toamasina, przedostałem się łodzią (bo droga między tymi miejscowościami jest w tragicznym stanie). Toamasinie- przypomina trochę miasto rodem z powieści science fiction, opisuyjących świat po wojnie nuklearnej. Miato było kiedys luksusowym kurortem turystycznym za czasów koloniazji francuskiej- od tego casu ta wtedy świetna infrasturktura, chyb anie była ani razu odmawiana. Wizyta w Toamasinie była przede wszystkim dlatego ciekawa, bo byłem po niej oprowadazany przez miejscowego kandydata na posła, od którego wiele dowiedziałem się na temat życia politycznego MAdagaskarau...
Następnie udałem się prosto do Tananariwo, ponieważ miałem tam pewne sprawy do załatwienia, a poza tym skończyły mi się fundusze..
Na flickr.com- sukcesywnie będą się umieszczać coraz to nowsze zdjęcia..
jacek 2007-08-13 01:28:28
skomentuj (0)
Mora mora- Fotki 12-go
12-go w niedziele bede w Polsce juz i wtedy doopiero zrzuce wiecej zdjec. Szkoda mi tracic czas i pieniadze tu, czekajac godzinami na zaladowanie czegokolwiek...
Mora mora- w wolnym tlumaczeniu na polski oznacza "powolutku" (na francuski: doucement). W bardzo skrotowy ale trafny sposob sformulowanie to opisuje malgaska czasoprzestrzen.Zdaje sie ze zaczynam powoli w nia wsiakac... Takze wszystko w swoim czasie...
jacek 2007-08-07 14:39:29
skomentuj (0)
Ciezka przeprawa :D

"Budze sie w srodku nocy. Nie wiem ktora godzina. Przez ostatnie 3 dni non stop padal deszcz, dlatego komorki, ktora sluzyla mi za zegarek juz nie wlaczam, bo jest cala mokra, podobnie jest z drugim urzadzeniem elektryczne latarka.
Ostatnio po prostu wstaje kiedy jest jasno, a ide spac jak sie sciemnia. Nie mam problemow z zasnieciem po calym dniu wyczerpujacego marszu.
- Dlaczego wiec sie obudzilem?- zadaje sam sobie pytanie.
W tym samym momencie na glowe spadla mi kropla wody. Dotykam tropiku namiotu.
-Caly mokry!!!- stwierdzam z przerazeniem. W promieniu kilkudziesieciu kilometrow, moj namiot byl jedynym suchym miejscem ( bylem w koncu, w lesie deszczowym, w porze deszczowej). Zaczal przemakac bo nie mialem jak go przeciez wysuszyc, a do tego zazwyczaj rozbijalem go na piasku na brzegu rzeki, bo to jedyne w miare rowne miejsce. Niestety na takiej nawierzchni, namiotu nie da sie dobrze naciagnac. W zwiazku z czym tropik byl zupelnie luzny. Postanawilem, wyskoczyc na zewnatrz nago (zeby niczego nie moczyc). Moze uda choc ciut go lepiej rozstawic. Pijawki ktore oblazly cala moskitiere i tylko czekaja az ja otworze, zeby wpelznac do srodka i sie do mnie przyssac, juz kompletnie nie wbudzaly we mnie obrzydzenia.Przywyklem do nich.
Nagle slysze ciche chrumkanie i odglosy mnostwo malych kroczkow.. To brzmi calkiem jak..
DZIKI!!!!
Nie wychodze. Boje sie. Nie wiadomo co takiemu stadku moze przyjsc do lba na moj widok. Leze i czekam..Pada coraz mocniej.."
jacek 2007-08-06 13:39:05
skomentuj (3)
 
 
księga gości


zdjęcia
flickr.com


2007
sierpień
lipiec